O autorze
Przez kilkanaście lat po ukończeniu studiów pracowałem w redakcjach dzienników i tygodników. Zaczynałem od „reportera – krawężnika” zbierając na ulicach drobiazgi nadające się na notkę ostatniej strony w gazecie.
W tygodnikach byłem już „publicystą” zajmującym się kulturą, ale też ekonomią. W miesięczniku „Reporter” byłem „reportażystą”. Ten etap aktywności zawodowej zakończyłem jako „komentator”. Moja twórczość jest dostępna głównie na „papierze”, w bibliotekach i archiwach.
Jej część oraz niektóre moje osiągnięcia jako wydawcy udostępniam tutaj
Jestem związany z wyższymi uczelniami jako wykładowca oraz ekspert ds. zarządzania projektami badawczymi i komercjalizacji wyników badań naukowych.

Zamiast zdjęcia profilowego zamieszczam portret autorstwa wybitnego australijskiego artysty, Jasona Moneta, prawnuka Claude’a Moneta.

Zapraszam do jego pracowni.

Publikowane w blogu teksty są chronione Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W przypadku powoływania się na nie, proszę podać źródło oraz nazwisko autora. Zdjęcia niepodpisane imieniem i nazwiskiem lub wskazaniem źródła są mojego autorstwa.

Oficjalne strony internetowe:
Biografie
Autor Widmo
Biografia Jerzego Maksymiuka
Facebook
Instagram

Czas duchów

Foto: Jacek Waloch
Foto: Jacek Waloch
Piszą, malują, rzeźbią, komponują. Dla kogo? Za ile? Kim są?

Daniel Olbrychski, Krzysztof Penderecki, Krzysztof Rutkowski, Lech Wałęsa, Danuta Waniek „ ” (de facto zamówienie przedwyborcze Aleksandra Kwaśniewskiego), to tylko nieliczne przykłady autobiografii i biografii napisanych przez Autorów – Widma (ghostwriterów), choć często firmowane nazwiskiem ich bohaterów jako autorów.
Blogi celebrytów, wydane przez nich książki kucharskie lub poradniki fitness najczęściej też napisali Autorzy – Widma.
Usługi ghostwritingu są oferowane także w zakresie tworzenia innych dzieł artystycznych (obrazy, rzeźby, muzyka).
Politycy, nieważne, czy ciągle czynni, czy już „byli” mają szczególną skłonność do ukrywania rzeczywistych autorów ich autobiografii. Podręcznikowym przykładem jest „wpadka” (zapewne wyreżyserowana przez specjalistów od wizerunku) Ronalda Reagana. Po ukazaniu się jego autobiografii „Amerykańskie życie”, zapytany o książkę Reagan odpowiedział: „Słyszałem, że to bardzo straszna książka. Muszę ją przeczytać w wolnej chwili”… W istocie autorem autobiografii podpisanej jako „Ronald Reagan” jest Robert Lindsay, jeden z szefów „The New York Times” i uznany pisarz, autor m.in. bestselerowych kryminałów i wspomnień Marlona Brando. Kulisy pracy ghostwritera odsłonił we własnych wspomnieniach „Ghost Scribbler”.
Tenże „New York Times” napisał, że ghostwriter, który współpracował z Hillary Clinton przy pisaniu jej wspomnień, otrzymał honorarium w wysokości 500 tys. dolarów – dwa razy więcej niż bohater świetnego filmu Romana Polańskiego.
U nas swoje gaże ujawnił najlepiej rozpoznawalny, znany z imienia i nazwiska Autor – Widmo, Przemysław Ćwikliński: „Za Leppera dostałem 40 tysięcy. Teraz piszę autobiografię biznesmena więc podniosłem stawkę do 300 złotych za stronę. Za książkę o bioenergoterapeucie Nowaku zarobiłem 40 tysięcy, ale dolarów. Za Olbrychskiego zarobiłem na dwa nowe samochody. Nieźle mi też poszło na Pendereckim”.
Czy te ceny są realne, czy podawane publicznie mają na celu „podbicie” stawek?

Duch pierwszy – piszący
Nie ujawnia na potrzeby tej publikacji nazwiska, ani twarzy. Nie pozwoli też opublikować – czasami zdumiewających, jak się przekonałem – oczekiwań swoich klientów. Zachowanie w ścisłej tajemnicy relacji z klientem jest wpisane w jego zawód. Twarz i nazwisko też. Jest i drugi powód: jest aktywnym, rozpoznawalnym publicystą i eseistą zajmującym się konkretną tematyką. Woli nie ryzykować pokazania swojego lustra od „weneckiej strony”, jak to nazwał. Ale… istnieje też „trzecia” strona tego medalu: ma prywatne strony www, ale – jak uważa – tam znajdują go tylko ci, którzy poszukują konkretnej usługi.

- W pierwszym kontakcie, najczęściej mailowym, najważniejszym zadawanym mi pytaniem jest: ile to będzie kosztować? Pomijając oczywistą zasadę „albo tanie, albo dobre”, czynników wpływających na cenę napisania jednej strony zamawianej książki jest znacznie więcej.
Piszę biografie konkretnych osób, a każdy człowiek, to inna, wielowymiarowa materia. Pisząc autobiografię muszę w pewnym sensie wcielić się w klienta. Ten gatunek jest dodatkowo obciążony skomplikowanymi zapisami prawnymi, z którymi trzeba sobie poradzić. Oczywiście, spełniam wszystkie oczekiwania, często absurdalne. Za to biorę pieniądze.
Z różnych, rozproszonych, artykułów prasowych wiadomo, że cena za jedną stronę znormalizowanego maszynopisu, czyli1800 znaków ze spacjami może wynosić od stu pięćdziesięciu do trzystu złotych. Może być niższa? Może. A wyższa? Może. Od czego więc naprawdę zależy?
Jeśli dochodzi do spotkania (średnio jedno na dziesięć zapytań) trwającego zwykle około dwóch godzin wypełniamy wspólnie z potencjalnym klientem opracowany przeze mnie, oparty na dotychczasowym doświadczeniu, formularz. Pomaga on zdefiniować rzeczywiste oczekiwania klienta.
Daje odpowiedzi na zasadnicze pytania. Czy posiada archiwum? Czy konieczna będzie weryfikacja wydarzeń, dat, nazwisk? Jeśli tak, to muszę zatrudnić kogoś do wykonania tych zadań. Jeśli brak jakichkolwiek archiwaliów, to muszę określić ile sesji nagraniowych podczas osobistych spotkań roboczych musi się odbyć. Do stworzenia biografii potrzebuję około 35 godzin nagrań. Często zatrudniam kogoś do ich transkrypcji.

Sporządzam też portret cech osobowości. W trakcie rozmowy dowiaduję się, czy potencjalny zleceniodawca to ekstrawertyk, czy ma skłonności do dygresji – zdarza się bardzo często. Wielu jest przekonanych o wyjątkowości swojego życia. Jeśli tak, to czy łatwo mu przerwać, aby powrócić do rozpoczętego wątku. A może introwertyk, z którego trudno wyciągnąć istotne szczegóły?
Zdobywam wiedzę o jego światopoglądzie, sytuacji rodzinnej, samoocenie własnej osoby, stopniu „cyfryzacji” przesądzającej o rodzaju kontaktów roboczych i wielu innych, ważnych z punktu widzenia piszącego książkę. To wszystko pozwala mi przygotować metodę pracy i ocenić ile czasu będę potrzebował na napisanie książki. Średni czas, to trzy, cztery miesiące.
Dopiero wówczas mogę oszacować i podać cenę mojej usługi pisarskiej. Najczęściej w widełkach „od” – „do”. Doprecyzowanie następuje w umowie.


Duch drugi – malująca
- Niedawno skończyłem wyposażać swój nowy, duży dom. Chcę zamówić u pani cykl pejzaży: Bieszczady, Tatry, Mazury, Wybrzeże, może coś jeszcze. Chciałbym, żeby były namalowane w stylistyce: trochę impresjonizmu, trochę ekspresjonizmu, trochę kubistycznie. Nie chcę dzieł artystycznie wyjątkowych i dopracowanych. Taki średni poziom akademicki. Trochę profesjonalnie, trochę amatorsko. Kolorystyka od pasteli, po ciemny granat z jakimiś żółtymi przebłyskami. Formaty i dobrane do nich tematy prześlę mailem. Powiem wprost: zmienia się mój krąg towarzyski i chciałbym eksponować te obrazy jako swoje, malowane dla odreagowania stresów. Taka moja tajna pasja. Dlatego nie mogą być podpisane przez panią. Przyjmie pani takie zamówienie?
- Tak
Pracownia Portretowa „Paleta” Moniki Malinowskiej znajduje się w Węgrzcach k/Krakowa. Działa od piętnastu lat. Artystka nie ukrywa swojej tożsamości, a dorobek, warunki współpracy, podpowiedzi dla potencjalnych klientów i wiele innych ważnych informacji publikuje na własnej, perfekcyjnie zbudowanej, stronie internetowej.
Ukończyła krakowską ASP na Wydziale Grafiki – dyplom w Pracowni Miedziorytu. Po studiach nastąpiło twarde zderzenie z rzeczywistością. Imała się różnych zajęć, ale starała się, aby miały związek z jej wykształceniem, talentem i pasją. Pracowała dla wydawnictw jako ilustratorka książek i projektantka okładek. Dochody nie były duże, więc ciągle poszerzała spektrum swojej działalności. Projektowała strony www, zajmowała się fotografią stockową – swoje zdjęcia cyfrowe przesyłała serwisom internetowym sprzedającym licencje na wykorzystanie konkretnej fotografii. Dla agencji reklamowych projektowała banery, dla firm logotypy. Malowała murale, uprawiała body painting i opracowywała tablice edukacyjne. Zajęcia wykonywała jako freelancer. „Ale – jak mówi – to wszystko się jakoś nie sklejało”.
Pomógł, jak to bywa, przypadek. Ktoś zamówił swój portret. Poważny. Olejny. Nie jakąś „kurortową” pastelkę czy karykaturę.
- Od tego się zaczęło. – Mówi Monika Malinowska o swojej życiowej decyzji – I okazało się, że już piętnaście lat temu było zapotrzebowanie na ten rodzaj usług malarskich. Ostatnie lata, to wzrost zainteresowania moimi usługami. Klienci do mnie wracają z kolejnymi zamówieniami i polecają znajomym. Na brak pracy nie narzekam.
- Co najbardziej przeszkadza pani w pracy?
- Na początku zdarzało się, że klient „traktował mnie jak pędzel” i domagał się drobiazgowego przeniesienia swojej wizji portretu na płótno. Nie pozostawiał żadnej przestrzeni na artystyczną interpretację tematu. Ale maluje się osobę, najczęściej ze zdjęcia. Dlatego bardzo ważna jest rozmowa. Wsłuchuję w oczekiwania zlecającego. Ale żeby portret był dobry potrzebuję pewnego zakresu wolności artystycznej.
- Kim są zamawiający swoje portrety?
- Typ klienta w zasadzie się nie zmienia. Osoby prywatne, to albo osobiście zainteresowani, albo ich rodziny. Obraz ma być prezentem dla kogoś bliskiego lub zamawiany jest ze względów sentymentalnych. Bywa, że – ostatnio zlecenie z Wiednia – portret ma uzupełnić poczet rodzinny gromadzony od pięciu pokoleń. Malowałam portret zamówiony z Australii przez matkę pana młodego, jako prezent ślubny. Wszechobecność fotografii cyfrowej przyczyniła się do wzrostu ilości zamówień na pejzaże namalowane ze zdjęć zrobionych podczas egzotycznych podróży. Często zamawiają też instytucje. Uczelnie – portret ustępującego lub zmarłego rektora, zarządy dużych korporacji – aktualnego prezesa. Bank dostarczył mi stare i nowsze zdjęcia dyrektorów, którzy nim kierowali od czasów przedwojennych i zamówił cały cykl. Mam sporo zamówień na portrety dzieci.
- Jakie wymogi formalne są pani stawiane?
- Instytucje mają wyśrubowane standardy poufności, z osobami fizycznymi omawiam zasady opublikowania portretu. Często portretowani lub osoby zlecające odmawiają takiej zgody.
- Czy jakiś styl dominuje w zamówieniach?
- Tak. Realizm. Styl renesansowy. Osoby oglądające moją galerię na stronie internetowej często wskazują jakiś konkretny portret. Ktoś ma od lat szczególnie ulubiony obraz i chce portret w takim stylu. Inny przynosi reprodukcję i życzy sobie żeby „tło zostało takie samo, a zmienić tylko głowę”. Bywały zamówienia nawiązujące do pop-artu, ale z zastrzeżeniem: Nie do publikacji”.
- Co wpływa na cenę usługi?
- Format obrazu. Jeśli na obrazie mają być dwie lub więcej osób czas malowania będzie dłuższy, a cena wyższa. Oczekiwanie, że obraz ma być namalowany „fotograficznie” też wydłuży czas jego wykonania i znacząco podniesie cenę.
- Czas malowania przeciętnego portretu…
- Około miesiąca.
Artystka unika udostępniania klientom pracy w poszczególnych jej fazach. Twierdzi, że z reguły nie rozumieją na jakim etapie jest prezentowane w danym momencie dzieło i podnoszą larum, że obraz jest niedorobiony. Dlatego otrzymują do wglądu portret zasadniczo już skończony. Mogą wprowadzać swoje korekty.
- Co poprawiają?
- Niewiele. Zazwyczaj jest to drobna korekta oczu, uśmiechu lub kształtu nosa. To standard.
Pytam o najtrudniejsze zlecenia. Monika Malinowska wskazuje na jedno, szczególne. Zamawiający dostarczył „jedno jedyne” posiadane zdjęcie. Osoba na nim sportretowana była w bardzo ciemnych okularach przeciwsłonecznych. Zadaniem malarki było „zdjąć” okulary…
- … niewykonalne! – Taka myśl musiała przyjść do głowy na początku rozmowy – Ale… podjęłam próbę. „Albo – albo” – pomyślałam. Klient bez żadnych poprawek zaakceptował wykonaną pracę.
Duch trzeci – rzeźbiący
Również odmawia podania nazwiska i szczegółów wizerunku. Wyjaśnia:
- Jestem wykładowcą renomowanej Akademii Sztuk Pięknych. Moja działalność komercyjna skutkowałaby ostracyzmem w środowisku akademickim, zwłaszcza wśród starszych kolegów-profesorów. Nie wiadomo też jak potraktowaliby to moi studenci pośród, których jest wielu idealistów głęboko przekonanych o swojej misji artystycznej.
Rozglądam się po pracowni odległej od miasta kilkanaście kilometrów. Przestronna, oszklona, zbudowana z rozmysłem przy domu. Jest część „brudna” – jak ją nazywa – i część „czysta”. W pierwszej duży, solidny drewniany stół zapaćkany gipsem i gliną. Misy i miski z grubej gumy, szpachle, jakieś dłuta, młotki, imadło, elektryczna szlifierka i nie wiadomo co jeszcze. Na mniejszym stole rozpoczęte prace: jakiś medalion, gładka, gipsowa głowa bez żadnych śladów dłuta, na szerokiej tekturowej miarce leży nieskończona jeszcze półmetrowa figura. Na ścianie nadziane na bolce kartki ze szkicami. Cztery trójnogi z blatami, a na nich rozpoczęte popiersia.
Za ścianką, w części „czystej”, pokaźny blat, na którym stoi komputer w kształcie walca. Dwa duże monitory, spory gładzik z rysikiem, myszy, jedna z gałką pokrętła i wieloma przyciskami, druga w kształcie kuli. Osobno stoi przeszklona szafka z suwnicą u góry.
- To profesjonalna drukarka 3D – wyjaśnia artysta – to ona tak naprawdę rzeźbi. W tej części mojego studia realizowana jest większość zleceń, jakie otrzymuję.
Najprościej mówiąc wygląda to tak. Jeśli klient zamawia własny portret rzeźbiarski, czyli biust, rzeźbiarz-widmo rejestruje wszystkie szczegóły specjalnym skanerem. Następnie skan obrabiany jest na komputerze przy użyciu profesjonalnego oprogramowania. Na tym etapie powstaje trójwymiarowy model ekranowy do wydruku i na tym etapie klient może dokonać korekt. Jeśli model zostanie zaakceptowany plik przesyłany jest do drukarki. Wydruk popiersia w technologii 3D może trwać kilkadziesiąt godzin. Kolejnym etapem jest przysposobienie wydruku do wymogów określonych w umowie. Rzeźba może być wykonana „w spiżu”, w „marmurze”, „w piaskowcu” lub w innym dowolnie wybranym metalu czy kamieniu – według życzenia.
Portret rzeźbiarski można również wykonać na podstawie nadesłanych zdjęć. Ten typ zamówień jest najczęstszy. Czas trwania usługi w 3D, od momentu złożenia zamówienia, do wydania dzieła, to najdłużej tydzień.
- Są jednak klienci, którzy chcą, aby rzeźba była wykonana techniką tradycyjną, czyli kuta. Dlatego mam w pracowni próbki kamieni i metali. Oczywiście wówczas moja usługa jest wielokrotnie droższa, a czas jej wykonania długi, do kilku miesięcy. Mam przecież zlecenia bieżące i zobowiązania terminowe.
- Kto zamawia rzeźby? – Pytam.
- Może pana rozczaruję, ale wśród klientów wcale nie dominują „nowobogaccy”. Optycznie i na mój nos, to z reguły osoby starsze, z wyższym wykształceniem, ale niekoniecznie bardzo zamożne. Zleceniodawcą jest często przedstawiciel rodziny, która zrzuciła się na rzeźbę, aby takim prezentem uczcić seniora rodu, czy jubilata.
- Jakie formy rzeźbiarskie zamawiają najczęściej? – Dopytuję.
- I znów nie ma żadnej, wyraźnej reguły. Raczej obserwuję trendy. Aktualnie popularne są medaliony z różnymi wizerunkami i różnej wielkości zamawiane w ilościach od kilku do kilkunastu egzemplarzy. Zazwyczaj upamiętniające jakąś rocznicę w życiu ważnego członka rodziny. Nieustająco powodzenie mają popiersia w skali jeden do jeden. Wzrasta też zainteresowanie małymi formami rzeźbiarskimi typu figurka-pomniczek konkretnej osoby wielkości od trzydziestu centymetrów do, maksimum, metra oraz płaskorzeźbą. Zamawiane są też figurki zwierząt, zapewne pupili. Najczęściej psy, rzadziej koty. Była też głowa konia i figurka papugi. Sporo zamówień mam na portrety nagrobkowe.
- Dominuje jakiś styl?
- „Antyczny”, czyli realizm bez żadnych odstępstw. Stylizacje nawiązujące do innej epoki, czy jakiegoś nurtu artystycznego zdarzają się bardzo rzadko.

Nie udało mi się dotrzeć do żadnego kompozytora-widma. Moi rozmówcy ze środowisk muzycznych byli jednak zgodni: są świadczone takie usługi. W jakiej skali? „Trudno powiedzieć”. Kto pisze muzykę na zamówienie? „Mówi się, że studenci”. Co komponują i dla kogo? „Takie tam małe kawałki dla dzieci.” I dzieci je zamawiają? „Podobno rodzice. Potem melodyjki przetwarzają na prostych, elektronicznych instrumentach.” A wykładowcy szkół muzycznych, akademii, uznani kompozytorzy? „O tym nigdy się nie mówi.”
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...