O autorze
Przez kilkanaście lat po ukończeniu studiów pracowałem w redakcjach dzienników i tygodników. Zaczynałem od „reportera – krawężnika” zbierając na ulicach drobiazgi nadające się na notkę ostatniej strony w gazecie.
W tygodnikach byłem już „publicystą” zajmującym się kulturą, ale też ekonomią. W miesięczniku „Reporter” byłem „reportażystą”. Ten etap aktywności zawodowej zakończyłem jako „komentator”. Moja twórczość jest dostępna głównie na „papierze”, w bibliotekach i archiwach.
Jej część oraz niektóre moje osiągnięcia jako wydawcy udostępniam tutaj
Jestem związany z wyższymi uczelniami jako wykładowca oraz ekspert ds. zarządzania projektami badawczymi i komercjalizacji wyników badań naukowych.

Zamiast zdjęcia profilowego zamieszczam portret autorstwa wybitnego australijskiego artysty, Jasona Moneta, prawnuka Claude’a Moneta.

Zapraszam do jego pracowni.

Publikowane w blogu teksty są chronione Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W przypadku powoływania się na nie, proszę podać źródło oraz nazwisko autora. Zdjęcia niepodpisane imieniem i nazwiskiem lub wskazaniem źródła są mojego autorstwa.

Oficjalne strony internetowe:
Biografie
Autor Widmo
Biografia Jerzego Maksymiuka
Facebook
Instagram

Język III Rzeszy = Język IV RP?

Foto: staraprasa.blox.pl
Foto: staraprasa.blox.pl
Język jest kategorią niewiarygodnie pojemną. Mieści się w niej krój munduru wojskowego, forma nekrologu, wygląd okna wystawowego w sklepie, charakter plakatu propagandowego, styl pisma urzędowego, mechanizm propagandy i jej zasób słownikowy, prasowy anons o zawartym małżeństwie, czy przyczyny nadawania takich a nie innych imion noworodkom.

„LTI. Notatnik filologa”. Rozszyfrujmy od razu tytuł: Lingua Tertii Imperii – Język Trzeciej Rzeszy. Autorem tej niezwykłej książki jest Victor Klemperer, drezdeński filolog-romanista.



Pierwsze polskie wydanie ukazało w 1983 r. Mało kto zwrócił uwagę na książkę, choć język peerelowskiej propagandy po zniesieniu stanu wojennego obficie czerpał z języka nazistowskiego poprzednika. Niedawno Wydawnictwo Aletheia opublikowało jej rozszerzone wydanie. Znów mało kto zwrócił uwagę na tę książkę. W najbardziej czarnych scenariuszach nie spodziewałem się, że jakiś imperatyw zmusi mnie do ponownego pochylenia się nad tą – jedną z najważniejszych w kulturze XX wieku – publikacją.

Victor Klemperer urodził się w 1881 r. w Gorzowie Wielkopolskim (wówczas Landsberg) w rodzinie rabina. Habilitował się u Karla Vosslera, wybitnego romanisty, jednego z twórców tzw. szkoły neoidealistycznej w badaniach nad stylem, według której przedmiotem stylu są style indywidualne traktowane jako wyraz psychiki jednostki.
Do roku 1934 był profesorem na Politechnice w Dreźnie. Szykanowany przez reżim Hitlera ocalił życie dzięki małżeństwu z Aryjką oraz korzystnym zbiegom okoliczności. Po wojnie wykładał w Greifswaldzie, Halle i na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Zmarł w 1980 roku.

„LTL Notatnik filologa” powstał w 1946 roku. Mówiąc najogólniej tom zawiera 36 krótkich esejów, które stanowią jednak monolityczną, konsekwentną całość. Niebagatelnego znaczenia nabiera podtytuł: „notatnik filologa”. Sugerować może bowiem, iż przedmiotem analiz, dociekań i refleksji jest Język Trzeciej Rzeszy pojmowany sensu stricto jako kategoria systemowa. Tak nie jest. W esejach uwaga autora skupia się na treściach bardziej rozległych i różnorodnych. Klemperer posługując wprawdzie aparatem badawczym wszechstronnie wykształconego filologa zajmuje się wnikliwą penetracją wszystkich nieomal sfer życia publicznego od momentu dojścia nazistów do władzy. Oceniając zjawiska zachodzące w przemianach kulturowych, społecznych, rodzące się zmiany w doktrynach politycznych przyjmuje na przemian postawę psychologa, socjologa, badacza szczegółowych dziedzin kultury.

Przede wszystkim jednak pozostaje filologiem i tym łatwiej godzi się na umieszczenie pomiędzy swymi obserwacjami refleksji czysto osobistych oraz fragmentów dzienników pisanych w najtragiczniejszych dla świadomości zbiorowej Europejczyków latach. Fakty te czynią książkę Klemperera dostępną poznaniu znacznie szerszej niż grono specjalistów rzeszy czytelników, a lektura rodzi zadumę nad istotą języka pojmowanego jako najwyższe osiągnięcie duchowe w kulturze narodów i wyostrza krytycyzm wobec indywidualnego stylu wypowiedzi językowej.

Język jest dla Klemperera kategorią nadrzędną i niewiarygodnie pojemną. Mieści się w niej
krój munduru wojskowego, forma nekrologu prasowego, wygląd okna wystawowego w sklepie, charakter plakatu propagandowego, styl pisma urzędowego, mechanizm propagandy, jej zasób słownikowy, geneza swastyki i znaku runicznego, wyrażającego skrót „SS”, prasowy anons o zawartym małżeństwie oraz przyczyny nadawania takich a nie innych imion noworodkom.

To tylko niektóre przykłady uzmysławiające zakres zainteresowań autora, a nie sposób pominąć rozważań nad interpunkcją i związków między ustrojem politycznym a upodobaniami do stosowania jej znaków.

Rozważania te nie są celem samym w sobie, lecz – jak przystało na reprezentanta niemieckiej metody w badaniach kulturoznawczych – stanowią przesłanki do uogólniających wniosków zawierających syntezą filozoficzną. Klemperer, Niemiec pochodzenia żydowskiego, wykluczony przez reżim Hitlera poza nawias człowieczeństwa pozostaje jednak nadal Niemcem z całym brzemieniem dziedzictwa kulturowego, które nagle zaczyna ciążyć i domagać się racjonalnego wyjaśnienia upokorzeń. Myśl zatem kieruje z pasją w stronę korzeni i dalej – w kierunku źródła:

„Scherer – pisze Klemperer – powiada, że duchowe wzloty i upadki w Niemczech, cechuje niezwykła gwałtowność, która sprawia, że sięgają one odpowiednio bardzo wysoko i bardzo nisko: Brak umiaru zdaje się przekleństwem naszego duchowego rozwoju. Wzbijamy się wysoko i tym niżej spadamy. Jesteśmy jak ów Germanin, który grając w kości przegrał wszystko, co, miał i na ostatni rzut stawia swoją własną wolność i również przegrywa, i daje się chętnie sprzedać jako niewolnik. Tak wielki – dodaje Tacyt, który to opowiada – że nawet w złej sprawie jest germański upór; oni sami nazywają to wiernością. Po raz pierwszy wtedy pojąłem, że to, co w niemieckim charakterze jest najlepszego i najgorszego wypływa przecież ze wspólnej i trwałej cechy podstawowej. Że istnieje pewien związek między bestialstwami hitleryzmu a faustowską wybujałością klasycznej niemieckiej literatury i idealistycznej niemieckiej filozofii.”

Widzimy zatem, że Klemperer daleki jest od próby stworzenia słownika Trzeciej Rzeszy. Nie sporządza żadnej listy zasobu leksykalnego przemówień Hitlera czy Goebbelsa. Śledzi natomiast te chwyty propagandy, które przemawiają za trwałością i rozległością jej oddziaływania.

Autor „LIT” nie układa słownika, ale rozszyfrowuje mechanizmy słowotwórcze. Uważnie przygląda się jak to się dzieje, że np. słowo „fanatyczny” o zdecydowanie negatywnym zabarwieniu staje się jednym ze słów-kluczy w faszystowskim wyznaniu wiary.

Uchwycenie mechanizmu rodzenia się słowa, czy jego nowego znaczenia jest wstępem do ogólniejszej refleksji:

„Każdy język, który może swobodnie funkcjonować służy wszystkim ludzkim potrzebom: jest narzędziem zarówno umysłu jak i uczucia, środkiem informacji i rozmowy, monologu i modlitwy, prośby, rozkazu i zaklęcia. Lingua Tertii Imperii służy wyłącznie temu ostatniemu. Jakiejkolwiek prywatnej czy publicznej dziedziny temat dotyczy w LTI nie ma podziału na sferę prywatną i publiczną, nie ma rozróżnienia pomiędzy językiem mówionym a pisanym – wszystko jest przemową i wszystko dzieje się publicznie. „Ty jesteś niczym, twój naród jest wszystkim”, co ma oznaczać: „nigdy nie jesteś sam z sobą, nigdy nie jesteś ze swoimi bliskimi sam, stoisz zawsze w obliczu narodu”.

Kończąc te – z natury, rzeczy skrótowe i uproszczone – uwagi o książce Victora Klemperera nie mogę oprzeć się pokusie przyrównania „LTI. Notatnik filologa” do koncepcji historii w rozumieniu ogólnym, sformułowanej przez Fernanda Braudela. Francuski historiozof wyodrębnia dwa nurty w procesach historii. Pierwszy, zewnętrzny, to cała sfera wydarzeń uchwytnych i widocznych. Drugi, ukryty, odznacza się znaczną trwałością i powolnością zmian. Klemperer dowiódł, że język, którym mówimy jest tylko zewnętrzną, postrzegalną stroną bardzo złożonych procesów, które przesądzają jednak o jego kształcie. „Druga wojna światowa dostarczyła nam niejednego przykładu na to, jak wyrażenie niezwykle żywe, któremu zdaje się być sądzona niezniszczalna egzystencja, nagle przestaje, istnieć, znika wraz z sytuacją, która je zrodziła i dopiero kiedyś, później, będzie o niej świadczyć niczym jakaś skamielina” – mówi Victor Klemperer. Smutne? Smutne. Prawdziwe? Niestety.
Trwa ładowanie komentarzy...